Osiedlove sekrety #9: Jak stracić szpilki i zyskać sąsiada?

Gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. To zdanie wypowiadam zawsze, gdy jestem zmęczona, przepracowana i mam wszystkiego dosyć. Praca do późna, dodatkowe zlecenia, spotkania, ustalenia, terminy, ciągle w niedoczasie.
Koleżanka w sobotę wyciągnęła mnie na masaż w ramach zaległego prezentu urodzinowego. Od urodzin minęły już 2 miesiące, ale wcześniej nie znalazłam nawet kilku godzin na oderwanie się od zawodowych obowiązków. W każdym razie leżymy w spa, jest wszystko, czego potrzeba do pełnego relaksu. Delikatne światło, pachnące świeczki, ciepłe olejki, wygodne łóżko i masaż, który w teorii powinien mnie zrelaksować. W teorii… W praktyce omal nie dostałam zawału. W trakcie tego prawie relaksu przypomniało mi się, że miałam wysłać projekt bardzo dobrze rokującemu klientowi. Zerwałam się na równe nogi. Masażysta podskoczył, strącając rozgrzany olejek. Nie ma się co dziwić. Pewnie myślał o niebieskich migdałach, delektując się ciszą, a tu jakaś wariatka zaburza spokój. Jedyne co zdołałam w pośpiechu powiedzieć, to: Przepraszam, muszę już iść, było super.
Wpadłam do gabinetu obok i mówię do Marty: Sory, nici z obiadu. Muszę lecieć. Mam nadzieję, że nie jest za późno.
Przyjaciółka lekko uniosła głowę i spojrzała z politowaniem. Domyśliła się, że chodzi o pracę, bo o co niby innego. Przecież ja nie mam życia poza pracą.

Kiedy wyszłam na parking, zorientowałam się, że przyjechałyśmy Marty samochodem i na jej prośbę zostawiłyśmy tam telefony. Zza pleców usłyszałam: Daję ci ostatnią szansę.
– Zawiozę cię, gdzie chcesz. Zrobisz, co masz do zrobienia w godzinę i jedziemy do mnie. Mam tego dosyć. Albo zaakceptujesz ten plan i później wysłuchasz, co mam do powiedzenia albo to będzie nasze ostatnie spotkanie.

Pierwszy raz miała tak poważną minę. Znamy się od 20 lat. Towarzyszyła mi w najważniejszych momentach mojego życia. Nigdy mnie nie zawiodła. Teraz zobaczyłam w jej oczach, że ma mnie dosyć i to nie są żarty. Tylko skinęłam głową. Poczułam się, jak nastolatka czekająca na podsumowanie wywiadówki, z której przed kilkoma minutami wróciła mama i powiedziała: Musimy porozmawiać, siadaj.

– Marta, przepraszam. Podjedźmy do mnie. Wysłanie tego maila zajmie mi kilka minut. To bardzo ważne.

Nawet na mnie nie spojrzała, przekręciła kluczyk i ruszyła. Jej reakcją zdenerwowałam się bardziej niż niewysłanym projektem. Mam przerąbane.
Wpadłam do domu, odpaliłam komputer, szybko napisałam maila z przeprosinami za obsuwę czasową i wstałam od stołu.

Dobra, co mogę zrobić za tę akcję w trakcie masażu. Jak mam to załagodzić. Wiedziałam, że to nie chodzi tylko o to. Nazbierało mi się przez ostatnie lata. Marta bardzo długo była cierpliwa, zawodziłam ją na każdym kroku. Co mam zrobić, co mam zrobić? Dobra, raz kozie śmierć.

Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Marty: Boję się zejść. Nie wiem, co mnie czeka. Możesz wygrzebać z mojej szafy wszystko, co chcesz. Oddam Ci nawet moją ulubioną torebkę. Chcesz te buty od Jimmy Choo?

Marta wybuchnęła śmiechem. Weź kartę płatniczą, podjedziemy do Baczera. Kupujesz wino i coś na kolację. Po drodze wstąpimy po jakiś obiad. Pomyśl, co jest po drodze. A! Jutro robisz śniadanie. Złaź na dół i nie panikuj.
Zamykając drzwi od mieszkania wcale nie czułam się lepiej. Wiedziałam, że zawiodłam na całej linii. Wykupię cały włoski asortyment w tym Baczerze, w lubońskim Pesto ogarnę najlepszy obiad. Później poszukam, czy gdzieś w okolicy Wir mają śniadania na dowóz. Marta się śmieje, będzie łatwiej. Usłyszałam dzwonek telefonu: Weź Jimmy Choo, rekwiruje te buty skoro jesteś taka łaskawa.

Kurde, jak ja czasami nie przemyślę swoich deklaracji. Trudno. Cofnęłam się, wzięłam karton pod pachę i ruszyłam do samochodu.

Z torbami pełnymi jedzenia podjechałyśmy pod dom Marty. Ale tu pięknie. Ostatni raz byłam na parapetówce kilka miesięcy temu. Wpadłam na chwilę, bo jak zwykle czas mnie gonił. Postawiłam zakupy przy drzwiach i z otwartą buzią rozglądałam się po salonie. Zatrzymałam się przy regale z książkami i zauważyłam znajome zdjęcie. Marta i ja na beztroskich, studenckich wakacjach. Nic się wtedy nie liczyło.
– Chcesz wina?!
– Chcę!
– To sobie weź i mi też nalej. Kieliszki są w górnej szafce po prawej stronie.
– Świnia!

Jest dobrze, wszystko po staremu. Wyszłam z kieliszkami do ogrodu. Tego już za wiele. Nawet tutaj jest wszystko dopięte na ostatni guzik. W życiu bym nie wpadła, żeby zrobić sobie palenisko w ogrodzie. Postawiłabym grilla i pewnie nigdy bym z niego nie skorzystała.
– Ty, jak ty to robisz? Pracujesz na podobnym stanowisku, masz odpowiedzialną pracę, a wybudowałaś dom, urządziłaś go tak, że aż mi się chce płakać z zachwytu. Chodzisz na masaże, wyjeżdżasz na wakacje, umawiasz się na randki i jak widać, masz bardzo dobre stosunki z sąsiadem zza płotu. Weź mu pomachaj, bo stoi od kilku minut i czeka, aż zwrócisz na niego uwagę.
– Cześć Kuba!!!
– Czego się drzesz?! Aż mi w uszach zagwizdało. Miałaś dyskretnie pomachać.
– Po co dyskretnie? Kuba prawie u mnie mieszka. Kupił ten dom po rozwodzie z żoną. Zostawiła go, bo nie miał czasu dla rodziny. Za bardzo był zajęty pracą. Coś ci to przypomina? Jak się opamiętał, było już za późno. Lizał u mnie rany i szukał harmonii między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. Teraz ja jestem jego harmonią.
– Serio? Nic nie mówiłaś.
– Mówiłam, ale nie miałaś czasu ani ochoty, żeby mnie wysłuchać. Teraz do rzeczy. Masz pieniądze?

– Mam, ale co to za pytanie?
– Pytanie, jak każde inne. Dużo masz tych pieniędzy?
– Potrzebujesz pożyczki? Mam spore oszczędności.
– Spore, to znaczy duże?
– Marta, czy ty się z tramwajem zderzyłaś? O co Ci chodzi? Masz kłopoty?
– Ja nie, ale zaraz ty będziesz miała, jeśli nie zrobisz tego, co wymyśliłam po tej akcji na masażu.
– Wiedziałam, że wymierzysz mi karę. Dawaj, zniosę wszystko.
– To nie kara, tylko szansa dla ciebie. Potrzebujesz dystansu, odskoczni od pracy, wyraźnego podziału na praca-dom. Tak się dalej nie da.
– Jedziemy na wakacje?
– Zawsze mówiłaś, że chcesz wyjechać w Bieszczady i znaleźć tam swój azyl. Tam go nie znajdziesz z kilku względów. Za bardzo lubisz swoją pracę, dłuższy odpoczynek uznajesz za stratę czasu, ja się z tobą nie przeprowadzę, więc straciłabyś swój jedyny głos rozsądku i zaczęłabyś robić biznesy z niedźwiedziami. Są tam niedźwiedzie?
– Nie wiem. Ale nie wiem też do czego zmierzasz.
– Wstawaj, idziemy.
– Poczekaj, wezmę telefon.
– Nie potrzebujesz, chodź.
Marta szybko wyprowadziła mnie na jakieś pole, na którym coś zaczęli budować. Kazała mi się rozglądać i podziwiać. Rozejrzałam się, ale podziw był dalekim odczuciem.
– Weź się ogarnij. Naprawdę za mało czasu z tobą spędzałam i przestaję cię rozumieć.
– Podoba Ci się mój dom?
– Bardzo, ale co to ma wspólnego z tym polem?
– Mózg w domu zostawiłaś? Kupisz sobie taki sam na tym polu. Za chwilę powstanie tu kolejny etap Osiedla Koncept, czyli tego na którym mieszkam. Będziemy sąsiadkami. Zapewnię ci tyle rozrywek, że nie będziesz miała czasu na pracę po godzinach.
– Yhmm, ta jasne.
– W poniedziałek na 10:00 jesteś umówiona na podpisanie umowy. Musisz tylko zdecydować, czy chcesz 155 m2 czy 193 m2. Mniejszego nie ma sensu. Kiedyś przecież zaczniemy się rozmnażać i będzie nas więcej.
– Widzę, że ten Kuba zrobił ci sieczkę z mózgu. Po pierwsze nie mam czasu na budowę domu, po drugie nie znam się na remontach i aranżacjach wnętrz. Po trzecie nie jestem pewna takiego sąsiedztwa, które najpierw mnie upija winem i podstępem podejmuje za mnie decyzje.
– Po pierwsze moja droga, ty nie musisz budować, bo kupujesz od dewelopera, po drugie – dużo masz tych pieniędzy?
– Już pytałaś, mam.
– No to cofam punkt po drugie, bo zajmą się tym inni. Nie wiem, czy wiesz, ale istnieją na rynku tacy specjaliści jak projektanci, architekci, eksperci od wykańczania wnętrz. Po trzecie, jeszcze mi za to podziękujesz.
– Ty jesteś lekko nienormalna. Chcesz, żebym teraz podjęła decyzję?
– Tak, a co w tym trudnego?
– Jak się zgodzę, to odczepisz się ode mnie, będziemy mogły zejść z tego pola i zjeść obiad? Znajdziesz mi jeszcze faceta i zaplanujesz w kalendarzu wolne wieczory na randki?
– Może obok ciebie też wprowadzi się taki Kuba.
– To zmienia postać rzeczy. W poniedziałek kupuję ten dom.

Wracałyśmy w milczeniu. Analizowałam pomysł Marty i coraz bardziej mi się podobał. Dlaczego nie, warto spróbować. Może faktycznie Wiry będą moimi Bieszczadami.
Wchodząc do domu, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Zanim go znalazłam, już milczał. Na wyświetlaczu wyświetlił się klient, któremu z opóźnieniem wysłałam projekt. Zapytałam Martę, czy mogę oddzwonić. Zgodziła się, ale poprosiła, żebym włączyła głośnik.

Pani Agnieszko, dziękuję za projekt. Może mi pani tylko wyjaśnić, czym różni się od tego, który wysłała mi Pani wczoraj? Nie widzę komentarzy. Ten wczorajszy już zaakceptowałem i wysłałem do wspólnika z prośbą o ewentualne uwagi. Nie spodziewałem się, że będzie Pani wprowadzała jakieś zmiany.
– Zmiany? O nie! Przepraszam, zupełnie zapomniałam, że wczoraj już go do Pana wysłałam. Zupełnie wyleciało mi to z głowy. To jest ten sam projekt, bez żadnych poprawek.
– Aga, czy to oznacza, że wyciągnęłaś mnie w ręczniku z masażu, bo masz sklerozę?- wtrąciła się Marta.
– Halo, nie za bardzo rozumiem – odezwał się zaskoczony klient.
– Przepraszam, już wyjaśniam. Wczoraj miałam urwanie głowy. Wszystko robiłam w pośpiechu i widać nie zarejestrowałam wszystkich wykonanych czynności. Dzisiaj przyjaciółka zabrała mnie na masaż, w którego trakcie zerwałam się z łóżka, strasząc masażystę, bo wydawało mi się, że zapomniałam o pana projekcie. Marta była na mnie wściekła, zresztą nie tylko za to. Zawiozła mnie do mojego mieszkania, żebym nadrobiła zaległości. Później wymusiła na mnie kupno wina, obiadu, kolacji, zrobienie jutro śniadania, ograbiła z najładniejszych butów, wyprowadziła na jakieś pole, kazała kupić dom i wydać wszystkie pieniądze. Na wszystko się zgodziłam i już nie mogę się wycofać, a teraz okazuje się, że ja ten projekt wysłałam wczoraj?!

Marta leżała na kanapie i zanosiła się śmiechem. Miała niezły ubaw.

– Dziewczyny, nie jestem pewny, czy wszystko zrozumiałem. Natomiast chętnie się dowiem, gdzie jest to pole, na którym można kupić dom od ręki. Jak mi powiecie, to może sobie Pani zdjąć z głowy jutrzejsze śniadanie. Biorę to na siebie.

Zgłupiałam. Niestety Marta szybko podchwyciła temat.
– Panie kliencie, jak ma Pan na imię?
– Jakub.

Parsknęłyśmy śmiechem.

– Panie Jakubie, Kuba. Przyjedź na ulicę Południową w Wirach, na wjeździe jest taki murek z napisem Koncept by Tefrahouse. Zaprowadzimy cię na pole. Nie mylić z wyprowadzeniem w pole.
– Zwariowałaś?! – syknęłam do Marty.
– Będę za pół godziny. Rozumiem, że wpisowe to wino i obiad.
– Obiad mamy, zabierz wino, może zabraknąć – Marta jak zwykle wybiegła przed szereg.
– Pani Agnieszko, zadzwonię, jak będę pod tym murkiem.

Rozłączył się.

Ja stałam i patrzyłam na Martę. Chciałam na nią krzyczeć, walnąć poduszką, wylać na głowę kubeł zimnej wody. To nasz najlepiej zapowiadający się klient. Ta wariatka zaprasza go na pole.
– Czy ty jesteś normalna?
– Nie dramatyzuj, tylko idź się przebrać, dam ci jakiś czysty dres. Polałaś się winem.
– Może jeszcze kalosze mi daj. Mam iść w dresie na spotkanie?
– A co niby w małej czarnej i szpilkach na pole budowy? To nieformalne poznanie nowego sąsiada. Poza tym nie zapominaj, że szpilki są już moje!

Po kilkunastu minutach zadzwonił, że już czeka pod murkiem. Nieco nieśmiało szłyśmy w jego kierunku. Nawet Marta trochę się zestresowała. Wysiadł z samochodu i z szerokim uśmiechem krzyknął do nas:
– Czy to są moje sąsiadki? Jak, tak to biorę ten dom w ciemno.

Spojrzałyśmy na siebie z niedowierzaniem. Lepiej trafić nie mogłam.
– Pani Agnieszko, rozumiem, że dom najbliżej pani jest jeszcze wolny?
– Może się Pan ze mną wybrać na spotkanie w poniedziałek. Marta mnie umówiła, upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.
– Widzę, że jesteśmy podobni, nie lubimy tracić czasu. Pani Marto, pani jest prowodyrem tych szybkich akcji. W podziękowaniu za sąsiedztwo proszę przyjąć wino. Dajcie znać, czy wam smakowało.
– A gdzie ty się wybierasz? Będziemy razem świętować dzień dobrych decyzji. Już dzwonię po Kubę i idziemy do mnie.

Pan klient nic nie odpowiedział. Uśmiechnął się do mnie i ruszył za Martą. Szybko wystukałam do niej sms: Biorę większy dom. Czuję, że będzie nas więcej szybciej niż się spodziewałam.

I co się stało? Pomyliłam się i wysłałam pod ostatni numer z listy połączeń.

Dostałam szybką odpowiedź: Może wystarczy nam jeden duży? 🙂

Byłam coraz odważniejsza: Skup się na organizowaniu jutrzejszego śniadania, które obiecałeś.

 

E-book ze wszystkimi historiami Osiedlove

Wolisz w wersji papierowej? Napisz do nas ?

 

Premiera Osiedla Koncept w Wirach

Premiera Osiedla Koncept w Wirach

Długo wyczekiwane domy na Osiedlu Koncept w Wirach od dzisiaj oficjalnie znalazły się w naszej ofercie. Gwiazdy podpowiadały nam, żeby za wiele nie zmieniać, bo Osiedle jest idealne. Tylko, co to by była za premiera, gdyby nie było nowości?

Nie tylko Wiry będą ją wyróżniały. Na pierwszy plan wysuną się dwa nowe domy. Poza już dobrze znanymi gwiazdami tj.: Gemini (110m2), Libra (126m2), Orion (146m2) przedstawiamy Andromedę (155 m2) i Cassiopeię (193 m2).

Andromeda będzie świetnym wyborem dla wszystkich, którzy szukają wygodnej parterówki w eleganckim i nowoczesnym stylu. Dom bez piętra i schodów przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom jasnych przestrzeni maksymalnie otwartych na ogród. Polecamy wymagającym singlom, rodzinom z małymi dziećmi, osobom z niepełnosprawnością, dojrzałym mieszkańcom zasługującym na zasłużony odpoczynek po wielu latach pracy. Wszystkie pomieszczenia są starannie rozplanowane na jednej kondygnacji. Poczucie jedności z naturą, widok na zieleń i wspaniały taras dopełniający strefę wypoczynkową sprawią, że każdy dzień w tym domu będzie przyjemny.

Cassiopeia została zaprojektowana z myślą o rodzinach, ceniących niebanalną architekturę i codzienną wygodę. To propozycja dla inwestorów ceniących sprawdzone rozwiązania funkcjonalne, naturalne światło i słoneczny klimat wnętrz.
Od frontu dom jest elegancki, a swoje największe atuty odsłania dopiero od strony ogrodu. Szerokie przeszklenia otwierające wnętrze na taras i ogród tworzące prywatną oazę domowników. Cassiopeia to rodzinna przestrzeń wspólna, reprezentacyjny salon, słoneczna jadalnia i kuchnia z podręczną spiżarnią oraz strefa nocna z sypialniami. Dla zwolenników pracy w domu jest również miejsce na gabinet. Nowoczesna stodoła jest komfortowa, a jednocześnie tania w użytkowaniu, przestronna, niezwykle przytulna i funkcjonalna. To konceptowa kompozycja, która nigdy nie wyjdzie z mody.

Więcej informacji na temat wszystkich domów znajduje się tutaj: https://koncept-tefrahouse.pl/domy/wiry. Zachęcamy również do skorzystania z konfiguratora (www.koncept-konfigurator.pl) i wybrania układu, który przyszłym mieszkańcom najbardziej odpowiada.

Mamy nadzieję, że wśród naszych propozycji każdy odnajdzie swój wymarzony dom.

Osiedlove sekrety #7: Ich pięcioro

Dwie kreski na teście mogą oznaczać tylko jedno: ciąża. No dobrze, spokojnie, byłam na to przygotowana. Trzeba zrobić remont.

Serio? Pierwsza rzecz, o której pomyślałam to remont?!

Zanim wyszłam z łazienki, chwyciłam za telefon i umówiłam się do lekarza. Drugie połączenie wykonałam do swojej przyjaciółki, która zajmuje się projektowaniem wnętrz.

Blanka ma 3 lata, powinna mieć swój pokój, Maluszkowi oddamy sypialnię.

Lubię nasze mieszkanie. Wprowadzaliśmy się, jak byłam w ciąży z Blanką. Mam piękne wspomnienia. Wszystko szykowałam i urządzałam z myślą o córce. Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócimy ze szpitala i wejdziemy do jej pokoju. Było pięknie, wszystko nowe, pachnące, takie nasze. Trudno mi opisać swoje emocje, gdy wracam do tamtych chwil. To coś wyjątkowego ściska mnie w żołądku zawsze, kiedy przypomnę sobie, jak bardzo byłam szczęśliwa. Nadal jestem.

Mąż i córka przyjęli wiadomość o nowym członku rodziny z radością, ale z pewną dozą niepewności i chyba lekką obawą. Przyzwyczailiśmy się do życia w trójkę. Wszystko mieliśmy rozplanowane, poukładane, były rytuały i spontaniczne akcje. Doskonale się czuliśmy w swoim towarzystwie i dobrze razem bawiliśmy. Od jakiegoś czasu Blanka przesypiała całe noce, zaczęła sama wymyślać sobie zabawy, co prawda 15-minutowe, ale to zawsze coś.

Teraz dojdzie jeszcze jedna osoba i wszystkiego musimy nauczyć się nowo.

To nie tak, że się nie cieszymy. Bardzo się cieszymy. Tylko musimy nauczyć się żyć z myślą, że za kilka miesięcy będzie nas czworo.

Mateusz dał mi zielone światło na rozpoczęcie remontu. Lubię być przygotowana na wszystkie ewentualności. Wiem, że przez co najmniej rok dziecko zazwyczaj mieszka z rodzicami w sypialni. Nie ważne. Musi mieć swoje miejsce w domu, przygotowane specjalnie dla niego. Blanka miała swój pokój, Maluszek też będzie miał. Musi być jasno, neutralnie, przytulnie.

Obawy i niepokój odeszły na bok. Mateusz wybierał nowy samochód, stwierdził, że nasz zdecydowanie jest za mały. Miał swój cel, ja też byłam w trybie zadaniowym. Przygotowanie Blanki na pojawienie się siostry lub brata, przeglądanie ciuszków, zapewnianie Mateusza, że nie będę burzyła ścian i przerabiała całego mieszkania, uspokajanie dziadków i ich pełnej gotowości do przeprowadzki. W głowie miałam wszystko poukładane. Nie przewidziałam tylko jednego.

Gratuluję, będą mieli Państwo bliźniaki – pan doktor oznajmił z uśmiechem na twarzy podczas jednej z wizyt.

O matko Mateusz, musimy kupić dom!

Znowu to zrobiłam. Pierwsza myśl – dom.

Chyba autobus – wyszeptał Mateusz.

Był blady. Nie wiem, czy bardziej wystraszyła go informacja o bliźniakach, czy wizja kupna i remontu nowego domu. Wiedział, że nie żartuję, że nie jest to moja chwilowa zachcianka i szok „pobliźniaczy”. To się dzieje naprawdę. Zdawał sobie sprawę, że w sekundę po wyjściu od lekarza przedstawię mu oferty domów na sprzedaż.

Nie pomylił się w swoich przypuszczeniach.

Słuchaj, tu nie ma na co czekać. Pamiętasz, jak ci pokazywałam dom w Kamionkach?

– Nie pamiętam.

– Nie ważne. Muszę jeszcze raz zrobić konfigurację i zamienić biuro na dodatkowy pokój dziecięcy. W sumie, może lepiej wziąć ten większy, chyba Orion. Wtedy mamy i pokój i biuro. Skoczysz z Blanką na plac zabaw, a ja sprawdzę, czy jeszcze jest jakiś wolny na tym gwiezdnym osiedlu.

Mówisz o Koncepcie?

– Tak, jednak pamiętasz.

– Ostatnio przeglądałem w pracy ich folder. Piotrek z IT chyba kupił jeden z tych domów.

– Musimy się pospieszyć, ostatnio większość domów była zarezerwowana.

– Tylko wiesz, że nie wprowadzisz się tam za miesiąc? Budowa dopiero się zacznie i to dosyć długi proces.                               

– Wiem, wiem. Poczekam.

– Co powiedziałaś? Poczekasz? Ty, poczekasz? Świat oszalał.

Byłam tak podekscytowana, że nie do końca słuchałam, co do mnie mówi. Musiałam czymś zająć myśli. Dom był tym, co pozwoliło mi odpłynąć.

Bliźniaki?! Jak, gdzie, kiedy? Teraz dopiero się zacznie.

Plan jest taki: kupujemy dom, sprzedajemy nasze mieszkanie, przejściowo wynajmujemy większe dla naszej… Piątki.

 

E-book ze wszystkimi historiami Osiedlove

Wolisz w wersji papierowej? Napisz do nas ?

 

Dom – chcieć go, czy może lepiej nie?!

Po co mi dom?
W zasadzie po nic, mam gdzie mieszkać. Jest całkiem przytulnie, dużo miejsca, balkon w sam raz, sąsiedzi przyjaźnie nastawieni. Jedyne czego brakuje to ogród. Przydałby się, ale czy jest niezbędny? Więcej czasu spędzamy poza domem. Praca, załatwianie różnych spraw, wyjazdy.

Wiadomo, że przyjemnie jest posiedzieć wieczorem w ogrodzie, schłodzić się w basenie, zjeść obiad na tarasie, zaprosić znajomych na grilla, podlać wyhodowane pomidorki. Tylko czy to wystarczające powody, aby brać sobie na głowę szukanie domu, działki, dewelopera, kredytu na kilkadziesiąt lat i jeszcze remont?

Pytanie brzmi – jak to zrobić, żeby się nie narobić i przy okazji zaoszczędzić sobie nerwów?

Po pierwsze należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno chcesz mieć dom. Zrobić listę za i przeciw. Może się okazać, że ogród i trochę większa przestrzeń wcale nie jest na szczycie twojej listy marzeń.
Jeśli jednak jesteś zdecydowany, zacznij od podjęcia decyzji, w jakiej lokalizacji chcesz zamieszkać, jaki metraż cię zadowoli, ile pomieszczeń potrzebujesz, wystarczy ci miejsce parkingowe czy niezbędny jest garaż.

Porozmawiaj ze znajomymi, co się sprawdza, a co nie. Może mają godnego polecenia dewelopera, ktoś widział szyld z działką na sprzedaż, znają Pana Staszka, który ma firmę budowlaną, a jego brat zajmuje się wykończeniówką, siostra koleżanki jest sprzedawcą w biurze nieruchomości, jej były mąż zajmuje się doradztwem kredytowym, teść sąsiadki ma firmę fotowoltaiczną, a na słupie kumpel zauważył ogłoszenie szukającego pracy ogrodnika. Brzmi absurdalnie. Zmierzam jednak do tego, że nie ma nic cenniejszego od poleceń.

Czas jest na wagę złota. Wszyscy mamy go za mało. Po co więc tracić godziny na wertowanie stron internetowych, czytanie anonimowych opinii w internecie, porównywanie cen i zastanawianie, czy wybrana osoba/firma będzie solidna i wywiąże się ze wszystkich zobowiązań. Wystarczy zapytać i skorzystać z podpowiedzi tych, którzy już przeszli przez ten proces, mają większe doświadczenie i listę kontaktów.

Kontynuując wątek, deweloperzy oferują również wiele programów lojalnościowych. Nie dość, że otrzymałeś na tacy sprawdzonego specjalistę, to jeszcze dostaniesz rabat, dodatkową usługę, czy inne dodatki tylko dlatego, że jesteś znajomym znajomego.
Uwierz, że każdy taki bonus jest bardzo cenny, bo przed tobą baaardzo dużo wydatków.
W skrócie-bierz, co dają w gratisie.

Dobrym rozwiązaniem jest także skorzystanie z narzędzia, które oferują niektórzy deweloperzy służącego do konfiguracji domu. Możesz go zaprojektować, samodzielnie wybierając rodzaj zabudowy, układ pomieszczeń, podejrzeć stosowane technologie wpływające na koszty utrzymania domu, wybrać dodatkowe rozwiązania, które mogą okazać się dla ciebie strzałem w dziesiątkę. Dodatkowo możesz od razu poznać całkowity koszt domu, który skonfigurowałeś. Jeśli jesteś szczęściarzem i wybrana opcja spełni twoje oczekiwania, wystarczy skontaktować się z biurem sprzedaży danego dewelopera i podpisać umowę, pomijając tym samy kolejne kroki i zaoszczędzić czas na szukaniu innych opcji.

Gratuluję, właśnie dokonałeś niemożliwego. Zrobiłeś i się nie narobiłeś.

Jeśli natomiast decydujesz się na zakup działki i budowę domu od postaw to… O panie, wiej!

Najlepiej od razu odpowiedz na pierwsze pytanie, że wcale tego domu nie potrzebujesz i zaznacz przewagę minusów nad plusami. Dopiero tutaj zaczyna się zabawa.
Kupując dom od sprawdzonego dewelopera, nie martwisz się praktycznie o nic (poza pieniędzmi) do momentu odebrania kluczy. Przed tobą tylko, a może aż remont i przeprowadzka. Budowa odbywa się poza tobą. Ma być zgodnie z umową i tyle.

W drugim przypadku są dwie opcje.

Albo wygrasz los na loterii, skorzystasz z poleceń i pójdzie równie gładko albo będzie zdecydowanie gorzej i w trybie eksternistycznym będziesz musiał zrobić studia z budowlanki. Pocieszające jest to, że po pandemii wszyscy mamy wprawę w pracy i zdobywaniu wiedzy online, przynajmniej będzie szybciej.

Tak na poważnie chodzi o to, że jeśli nie spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy faktycznie znają się na swoim fachu, możesz zostać oszukany, a wymarzony dom może stać się tym znienawidzonym.

Wniosek jest jeden. Musisz chcieć tego domu, zrobić dokładną listę swoich potrzeb, skorzystać z poleceń i przede wszystkim bazować na intuicji. Spełniaj swoje marzenie z ludźmi, którzy wzbudzają twoje zaufanie i dobrze się z nimi czujesz. Nie ważne, czy są to przedstawiciele dewelopera, pan Staszek z budowy, doradca kredytowy, czy pani architekt. Spędzisz z nimi sporo czasu, przed wami dużo rozmów telefonicznych, korespondencji mailowej. Wybieraj tak, żeby było profesjonalnie, miło i zabawnie. W takich warunkach najlepiej realizować marzenia, a te o domu przede wszystkim.

Osiedlove sekrety #6: Dzik jest dziki, dzik (nie) jest taki zły

Za dużo biegam, zdecydowanie za dużo biegania. Tak się wkręciłem, że codziennie sprawdzam nowe trasy, ścieżki, przeglądam grupy, na których biegacze dzielą się swoimi doświadczeniami.

Gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że będę biegał, to założyłbym się o wszystkie pieniądze świata, że nie ma takiej opcji. Ja i bieganie? Bieganie w lesie, gdzie nic się nie dzieje, bieganie z przypadkowo poznanymi ludźmi? No błagam. To są jakieś brednie.
No to mam nauczkę na przyszłość: nigdy nie mów nigdy!

Sam nie wiem, co się zmieniło. Nagle z korpoludka kochającego tętniące życiem miasto, nocne eskapady po knajpach, stałem się zagorzałym biegaczem, mieszkańcem podpoznańskiej spokojnej miejscowości, który znajduje spokój w lesie, a wieczorami najlepiej relaksuje się we własnym ogródku zamiast w głośnych klubach w otoczeniu mnóstwa ludzi.

To dosyć zabawna historia. Pewnej nocy miałem dziwny sen. Jak się okazało proroczy. Śniło mi się, że przygotowywałem się do maratonu. Ja do maratonu, dobre sobie. W każdym razie wyszedłem z domu w pełnym ekwipunku biegacza i ledwo zrobiłem kilka kroków, a już byłem w lesie.

Biegłem, na serio biegłem. I to całkiem szybko. Mijałem inne osoby, pozdrawialiśmy się, uśmiechaliśmy, jak starzy kumple. Byłem taki dumny, niczym Forrest Gump zasuwałem po lesie. Spojrzałem na zegarek. Widocznie wynik mnie zadowolił, bo byłem bardzo zadowolony z siebie. Napiłem się wody i coś mnie zaniepokoiło. Odwracam się, a za mną stoi dzik. Stoi i patrzy. O żeż Ty! Teraz to dopiero biegłem. Wyleciałem z tego lasu jak „dziki”. Wpadłem do domu, zamknąłem drzwi i krzyczę: Aśka, dzik mnie goni!

Krzysiek obudź się! Jaki dzik? Zwariowałeś, nie krzycz. Wystraszyłeś mnie.

Zacząłem opowiadać, jednym tchem, że mieliśmy taki super dom, przy samym lesie, było zielono, przyjemnie. Biegałem, trenowałem do maratonu, miałem kumpli biegaczy. I jak ten dzik mnie gonił, to uciekłem do domu, bo było tak blisko lasu. A, że szybko biegam, to szybko uciekłem.

Krzysiu, czy Ty się dobrze czujesz? Przecież Ty biegać nie umiesz. Zaczynam się o ciebie martwić. Ale pozostała część snu bardzo mi się podoba. Chcesz mieszkać pod miastem blisko lasu? Poczekaj.

Aśka wyjęła telefon i dzwoni. Ja nadal nie ogarniam sytuacji, przez tego dzika, co mnie gonił.

Cześć Anka! Krzysiek zwariował. Masz jeszcze tę Librę dostępną? Jak tak, to bierzemy od razu. Możemy jutro wpaść?

Tak oto moje życie się zmieniło za sprawą dzika. Następnego dnia mieliśmy już podpisaną umowę rezerwacyjną na Librę-dom w Kamionkach tuż przy lesie. Nie interesowało mnie jaki duży jest ten dom, czy ma ogród, miejsce postojowe i czy jest tam internet. Jedyne pytanie, które zadałem na samym początku, brzmiało: czy są tam dziki????

Anka, pomimo że znamy się długo i ma duże doświadczenie z klientami, była pewna, że żartuje. Odpowiedziała, że całe watahy podchodzą pod domy i straszą dużych chłopców. Bardzo zabawne. W każdym razie, w tym samym momencie postanowiłem, że zacznę biegać. Tak mi się spodobała duma i zadowolenie, które odczuwałem we śnie, że zdecydowałem zamienić nadgodziny przy komputerze na bicie życiowych rekordów. Zanim wprowadziliśmy się na Osiedle Koncept, byłem już zapalonym biegaczem. Okazało się, że Kamionki są wymarzonym miejscem do trenowania i wielu sąsiadów podziela moją pasję.
Aśka okazała się bardzo wyrozumiała, chyba nawet było jej to na rękę. Ona działała na budowie, ustalała wszystkie szczegóły dot. remontu, wybierała meble, kafelki, kolory ścian, a ja po prostu biegałem.
Bez obaw. Miałem opanowane, jak postępować w sytuacji, gdy na mojej drodze nagle stanie dzik.

Nie zaskoczył mnie też prezent od Aśki w dniu odebrania kluczy do nowego domu. Dostałem breloczek w kształcie dzika.

Wszyscy przecierają oczy ze zdumienia, jak opowiadamy tę historię. Jak można za sprawą jednego snu następnego dnia, bez zastanowienia, kupić dom, zmienić całe życie i jeszcze zacząć biegać? Widocznie można. Nie żałuję żadnej decyzji, którą podjęliśmy po moim przebudzeniu. To był sygnał do zmiany. Zmiany na lepsze.
Jeszcze jedno sprostowanie. To nie sen był przyczyną, to sprawka tego jednego dzika. Ma skubany moc sprawczą.

Aśka żartuje, że gdyby symbolem naszego osiedla nie była gwiazda, to z pewnością byłby dzik.

E-book ze wszystkimi historiami Osiedlove

Wolisz w wersji papierowej? Napisz do nas ?