Osiedlove sekrety #9: Jak stracić szpilki i zyskać sąsiada?

Gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. To zdanie wypowiadam zawsze, gdy jestem zmęczona, przepracowana i mam wszystkiego dosyć. Praca do późna, dodatkowe zlecenia, spotkania, ustalenia, terminy, ciągle w niedoczasie.
Koleżanka w sobotę wyciągnęła mnie na masaż w ramach zaległego prezentu urodzinowego. Od urodzin minęły już 2 miesiące, ale wcześniej nie znalazłam nawet kilku godzin na oderwanie się od zawodowych obowiązków. W każdym razie leżymy w spa, jest wszystko, czego potrzeba do pełnego relaksu. Delikatne światło, pachnące świeczki, ciepłe olejki, wygodne łóżko i masaż, który w teorii powinien mnie zrelaksować. W teorii… W praktyce omal nie dostałam zawału. W trakcie tego prawie relaksu przypomniało mi się, że miałam wysłać projekt bardzo dobrze rokującemu klientowi. Zerwałam się na równe nogi. Masażysta podskoczył, strącając rozgrzany olejek. Nie ma się co dziwić. Pewnie myślał o niebieskich migdałach, delektując się ciszą, a tu jakaś wariatka zaburza spokój. Jedyne co zdołałam w pośpiechu powiedzieć, to: Przepraszam, muszę już iść, było super.
Wpadłam do gabinetu obok i mówię do Marty: Sory, nici z obiadu. Muszę lecieć. Mam nadzieję, że nie jest za późno.
Przyjaciółka lekko uniosła głowę i spojrzała z politowaniem. Domyśliła się, że chodzi o pracę, bo o co niby innego. Przecież ja nie mam życia poza pracą.

Kiedy wyszłam na parking, zorientowałam się, że przyjechałyśmy Marty samochodem i na jej prośbę zostawiłyśmy tam telefony. Zza pleców usłyszałam: Daję ci ostatnią szansę.
– Zawiozę cię, gdzie chcesz. Zrobisz, co masz do zrobienia w godzinę i jedziemy do mnie. Mam tego dosyć. Albo zaakceptujesz ten plan i później wysłuchasz, co mam do powiedzenia albo to będzie nasze ostatnie spotkanie.

Pierwszy raz miała tak poważną minę. Znamy się od 20 lat. Towarzyszyła mi w najważniejszych momentach mojego życia. Nigdy mnie nie zawiodła. Teraz zobaczyłam w jej oczach, że ma mnie dosyć i to nie są żarty. Tylko skinęłam głową. Poczułam się, jak nastolatka czekająca na podsumowanie wywiadówki, z której przed kilkoma minutami wróciła mama i powiedziała: Musimy porozmawiać, siadaj.

– Marta, przepraszam. Podjedźmy do mnie. Wysłanie tego maila zajmie mi kilka minut. To bardzo ważne.

Nawet na mnie nie spojrzała, przekręciła kluczyk i ruszyła. Jej reakcją zdenerwowałam się bardziej niż niewysłanym projektem. Mam przerąbane.
Wpadłam do domu, odpaliłam komputer, szybko napisałam maila z przeprosinami za obsuwę czasową i wstałam od stołu.

Dobra, co mogę zrobić za tę akcję w trakcie masażu. Jak mam to załagodzić. Wiedziałam, że to nie chodzi tylko o to. Nazbierało mi się przez ostatnie lata. Marta bardzo długo była cierpliwa, zawodziłam ją na każdym kroku. Co mam zrobić, co mam zrobić? Dobra, raz kozie śmierć.

Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Marty: Boję się zejść. Nie wiem, co mnie czeka. Możesz wygrzebać z mojej szafy wszystko, co chcesz. Oddam Ci nawet moją ulubioną torebkę. Chcesz te buty od Jimmy Choo?

Marta wybuchnęła śmiechem. Weź kartę płatniczą, podjedziemy do Baczera. Kupujesz wino i coś na kolację. Po drodze wstąpimy po jakiś obiad. Pomyśl, co jest po drodze. A! Jutro robisz śniadanie. Złaź na dół i nie panikuj.
Zamykając drzwi od mieszkania wcale nie czułam się lepiej. Wiedziałam, że zawiodłam na całej linii. Wykupię cały włoski asortyment w tym Baczerze, w lubońskim Pesto ogarnę najlepszy obiad. Później poszukam, czy gdzieś w okolicy Wir mają śniadania na dowóz. Marta się śmieje, będzie łatwiej. Usłyszałam dzwonek telefonu: Weź Jimmy Choo, rekwiruje te buty skoro jesteś taka łaskawa.

Kurde, jak ja czasami nie przemyślę swoich deklaracji. Trudno. Cofnęłam się, wzięłam karton pod pachę i ruszyłam do samochodu.

Z torbami pełnymi jedzenia podjechałyśmy pod dom Marty. Ale tu pięknie. Ostatni raz byłam na parapetówce kilka miesięcy temu. Wpadłam na chwilę, bo jak zwykle czas mnie gonił. Postawiłam zakupy przy drzwiach i z otwartą buzią rozglądałam się po salonie. Zatrzymałam się przy regale z książkami i zauważyłam znajome zdjęcie. Marta i ja na beztroskich, studenckich wakacjach. Nic się wtedy nie liczyło.
– Chcesz wina?!
– Chcę!
– To sobie weź i mi też nalej. Kieliszki są w górnej szafce po prawej stronie.
– Świnia!

Jest dobrze, wszystko po staremu. Wyszłam z kieliszkami do ogrodu. Tego już za wiele. Nawet tutaj jest wszystko dopięte na ostatni guzik. W życiu bym nie wpadła, żeby zrobić sobie palenisko w ogrodzie. Postawiłabym grilla i pewnie nigdy bym z niego nie skorzystała.
– Ty, jak ty to robisz? Pracujesz na podobnym stanowisku, masz odpowiedzialną pracę, a wybudowałaś dom, urządziłaś go tak, że aż mi się chce płakać z zachwytu. Chodzisz na masaże, wyjeżdżasz na wakacje, umawiasz się na randki i jak widać, masz bardzo dobre stosunki z sąsiadem zza płotu. Weź mu pomachaj, bo stoi od kilku minut i czeka, aż zwrócisz na niego uwagę.
– Cześć Kuba!!!
– Czego się drzesz?! Aż mi w uszach zagwizdało. Miałaś dyskretnie pomachać.
– Po co dyskretnie? Kuba prawie u mnie mieszka. Kupił ten dom po rozwodzie z żoną. Zostawiła go, bo nie miał czasu dla rodziny. Za bardzo był zajęty pracą. Coś ci to przypomina? Jak się opamiętał, było już za późno. Lizał u mnie rany i szukał harmonii między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. Teraz ja jestem jego harmonią.
– Serio? Nic nie mówiłaś.
– Mówiłam, ale nie miałaś czasu ani ochoty, żeby mnie wysłuchać. Teraz do rzeczy. Masz pieniądze?

– Mam, ale co to za pytanie?
– Pytanie, jak każde inne. Dużo masz tych pieniędzy?
– Potrzebujesz pożyczki? Mam spore oszczędności.
– Spore, to znaczy duże?
– Marta, czy ty się z tramwajem zderzyłaś? O co Ci chodzi? Masz kłopoty?
– Ja nie, ale zaraz ty będziesz miała, jeśli nie zrobisz tego, co wymyśliłam po tej akcji na masażu.
– Wiedziałam, że wymierzysz mi karę. Dawaj, zniosę wszystko.
– To nie kara, tylko szansa dla ciebie. Potrzebujesz dystansu, odskoczni od pracy, wyraźnego podziału na praca-dom. Tak się dalej nie da.
– Jedziemy na wakacje?
– Zawsze mówiłaś, że chcesz wyjechać w Bieszczady i znaleźć tam swój azyl. Tam go nie znajdziesz z kilku względów. Za bardzo lubisz swoją pracę, dłuższy odpoczynek uznajesz za stratę czasu, ja się z tobą nie przeprowadzę, więc straciłabyś swój jedyny głos rozsądku i zaczęłabyś robić biznesy z niedźwiedziami. Są tam niedźwiedzie?
– Nie wiem. Ale nie wiem też do czego zmierzasz.
– Wstawaj, idziemy.
– Poczekaj, wezmę telefon.
– Nie potrzebujesz, chodź.
Marta szybko wyprowadziła mnie na jakieś pole, na którym coś zaczęli budować. Kazała mi się rozglądać i podziwiać. Rozejrzałam się, ale podziw był dalekim odczuciem.
– Weź się ogarnij. Naprawdę za mało czasu z tobą spędzałam i przestaję cię rozumieć.
– Podoba Ci się mój dom?
– Bardzo, ale co to ma wspólnego z tym polem?
– Mózg w domu zostawiłaś? Kupisz sobie taki sam na tym polu. Za chwilę powstanie tu kolejny etap Osiedla Koncept, czyli tego na którym mieszkam. Będziemy sąsiadkami. Zapewnię ci tyle rozrywek, że nie będziesz miała czasu na pracę po godzinach.
– Yhmm, ta jasne.
– W poniedziałek na 10:00 jesteś umówiona na podpisanie umowy. Musisz tylko zdecydować, czy chcesz 155 m2 czy 193 m2. Mniejszego nie ma sensu. Kiedyś przecież zaczniemy się rozmnażać i będzie nas więcej.
– Widzę, że ten Kuba zrobił ci sieczkę z mózgu. Po pierwsze nie mam czasu na budowę domu, po drugie nie znam się na remontach i aranżacjach wnętrz. Po trzecie nie jestem pewna takiego sąsiedztwa, które najpierw mnie upija winem i podstępem podejmuje za mnie decyzje.
– Po pierwsze moja droga, ty nie musisz budować, bo kupujesz od dewelopera, po drugie – dużo masz tych pieniędzy?
– Już pytałaś, mam.
– No to cofam punkt po drugie, bo zajmą się tym inni. Nie wiem, czy wiesz, ale istnieją na rynku tacy specjaliści jak projektanci, architekci, eksperci od wykańczania wnętrz. Po trzecie, jeszcze mi za to podziękujesz.
– Ty jesteś lekko nienormalna. Chcesz, żebym teraz podjęła decyzję?
– Tak, a co w tym trudnego?
– Jak się zgodzę, to odczepisz się ode mnie, będziemy mogły zejść z tego pola i zjeść obiad? Znajdziesz mi jeszcze faceta i zaplanujesz w kalendarzu wolne wieczory na randki?
– Może obok ciebie też wprowadzi się taki Kuba.
– To zmienia postać rzeczy. W poniedziałek kupuję ten dom.

Wracałyśmy w milczeniu. Analizowałam pomysł Marty i coraz bardziej mi się podobał. Dlaczego nie, warto spróbować. Może faktycznie Wiry będą moimi Bieszczadami.
Wchodząc do domu, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Zanim go znalazłam, już milczał. Na wyświetlaczu wyświetlił się klient, któremu z opóźnieniem wysłałam projekt. Zapytałam Martę, czy mogę oddzwonić. Zgodziła się, ale poprosiła, żebym włączyła głośnik.

Pani Agnieszko, dziękuję za projekt. Może mi pani tylko wyjaśnić, czym różni się od tego, który wysłała mi Pani wczoraj? Nie widzę komentarzy. Ten wczorajszy już zaakceptowałem i wysłałem do wspólnika z prośbą o ewentualne uwagi. Nie spodziewałem się, że będzie Pani wprowadzała jakieś zmiany.
– Zmiany? O nie! Przepraszam, zupełnie zapomniałam, że wczoraj już go do Pana wysłałam. Zupełnie wyleciało mi to z głowy. To jest ten sam projekt, bez żadnych poprawek.
– Aga, czy to oznacza, że wyciągnęłaś mnie w ręczniku z masażu, bo masz sklerozę?- wtrąciła się Marta.
– Halo, nie za bardzo rozumiem – odezwał się zaskoczony klient.
– Przepraszam, już wyjaśniam. Wczoraj miałam urwanie głowy. Wszystko robiłam w pośpiechu i widać nie zarejestrowałam wszystkich wykonanych czynności. Dzisiaj przyjaciółka zabrała mnie na masaż, w którego trakcie zerwałam się z łóżka, strasząc masażystę, bo wydawało mi się, że zapomniałam o pana projekcie. Marta była na mnie wściekła, zresztą nie tylko za to. Zawiozła mnie do mojego mieszkania, żebym nadrobiła zaległości. Później wymusiła na mnie kupno wina, obiadu, kolacji, zrobienie jutro śniadania, ograbiła z najładniejszych butów, wyprowadziła na jakieś pole, kazała kupić dom i wydać wszystkie pieniądze. Na wszystko się zgodziłam i już nie mogę się wycofać, a teraz okazuje się, że ja ten projekt wysłałam wczoraj?!

Marta leżała na kanapie i zanosiła się śmiechem. Miała niezły ubaw.

– Dziewczyny, nie jestem pewny, czy wszystko zrozumiałem. Natomiast chętnie się dowiem, gdzie jest to pole, na którym można kupić dom od ręki. Jak mi powiecie, to może sobie Pani zdjąć z głowy jutrzejsze śniadanie. Biorę to na siebie.

Zgłupiałam. Niestety Marta szybko podchwyciła temat.
– Panie kliencie, jak ma Pan na imię?
– Jakub.

Parsknęłyśmy śmiechem.

– Panie Jakubie, Kuba. Przyjedź na ulicę Południową w Wirach, na wjeździe jest taki murek z napisem Koncept by Tefrahouse. Zaprowadzimy cię na pole. Nie mylić z wyprowadzeniem w pole.
– Zwariowałaś?! – syknęłam do Marty.
– Będę za pół godziny. Rozumiem, że wpisowe to wino i obiad.
– Obiad mamy, zabierz wino, może zabraknąć – Marta jak zwykle wybiegła przed szereg.
– Pani Agnieszko, zadzwonię, jak będę pod tym murkiem.

Rozłączył się.

Ja stałam i patrzyłam na Martę. Chciałam na nią krzyczeć, walnąć poduszką, wylać na głowę kubeł zimnej wody. To nasz najlepiej zapowiadający się klient. Ta wariatka zaprasza go na pole.
– Czy ty jesteś normalna?
– Nie dramatyzuj, tylko idź się przebrać, dam ci jakiś czysty dres. Polałaś się winem.
– Może jeszcze kalosze mi daj. Mam iść w dresie na spotkanie?
– A co niby w małej czarnej i szpilkach na pole budowy? To nieformalne poznanie nowego sąsiada. Poza tym nie zapominaj, że szpilki są już moje!

Po kilkunastu minutach zadzwonił, że już czeka pod murkiem. Nieco nieśmiało szłyśmy w jego kierunku. Nawet Marta trochę się zestresowała. Wysiadł z samochodu i z szerokim uśmiechem krzyknął do nas:
– Czy to są moje sąsiadki? Jak, tak to biorę ten dom w ciemno.

Spojrzałyśmy na siebie z niedowierzaniem. Lepiej trafić nie mogłam.
– Pani Agnieszko, rozumiem, że dom najbliżej pani jest jeszcze wolny?
– Może się Pan ze mną wybrać na spotkanie w poniedziałek. Marta mnie umówiła, upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.
– Widzę, że jesteśmy podobni, nie lubimy tracić czasu. Pani Marto, pani jest prowodyrem tych szybkich akcji. W podziękowaniu za sąsiedztwo proszę przyjąć wino. Dajcie znać, czy wam smakowało.
– A gdzie ty się wybierasz? Będziemy razem świętować dzień dobrych decyzji. Już dzwonię po Kubę i idziemy do mnie.

Pan klient nic nie odpowiedział. Uśmiechnął się do mnie i ruszył za Martą. Szybko wystukałam do niej sms: Biorę większy dom. Czuję, że będzie nas więcej szybciej niż się spodziewałam.

I co się stało? Pomyliłam się i wysłałam pod ostatni numer z listy połączeń.

Dostałam szybką odpowiedź: Może wystarczy nam jeden duży? 🙂

Byłam coraz odważniejsza: Skup się na organizowaniu jutrzejszego śniadania, które obiecałeś.