Osiedlove sekrety #7: Ich pięcioro

Dwie kreski na teście mogą oznaczać tylko jedno: ciąża. No dobrze, spokojnie, byłam na to przygotowana. Trzeba zrobić remont.
Serio? Pierwsza rzecz, o której pomyślałam to remont?!

Zanim wyszłam z łazienki, chwyciłam za telefon i umówiłam się do lekarza. Drugie połączenie wykonałam do swojej przyjaciółki, która zajmuje się projektowaniem wnętrz. Blanka ma 3 lata, powinna mieć swój pokój, Maluszkowi oddamy naszą sypialnię.
Lubię nasze mieszkanie. Wprowadzaliśmy się, jak byłam w ciąży z Blanką. Mam piękne wspomnienia. Wszystko szykowałam
i urządzałam z myślą o córce. Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócimy ze szpitala i wejdziemy do jej pokoju. Było pięknie, wszystko nowe, pachnące, takie nasze. Trudno mi opisać swoje emocje, gdy wracam do tamtych chwil. To coś wyjątkowego ściska mnie w żołądku zawsze, kiedy przypomnę sobie, jak bardzo byłam szczęśliwa. Nadal jestem.

Mąż i córka przyjęli wiadomość o nowym członku rodziny z radością, ale z pewną dozą niepewności i chyba lekką obawą. Przyzwyczailiśmy się do życia w trójkę. Wszystko mieliśmy rozplanowane, poukładane, były rytuały i spontaniczne akcje. Doskonale się czuliśmy w swoim towarzystwie i dobrze razem bawiliśmy. Od jakiegoś czasu Blanka przesypiała całe noce, zaczęła sama wymyślać sobie zabawy, co prawda 15-minutowe, ale to zawsze coś.
Teraz dojdzie jeszcze jedna osoba i wszystkiego musimy nauczyć się nowo.
To nie tak, że się nie cieszymy. Bardzo się cieszymy. Tylko musimy nauczyć się żyć z myślą, że za kilka miesięcy będzie nas czworo.

Mateusz dał mi zielone światło na rozpoczęcie remontu. Lubię być przygotowana na wszystkie ewentualności. Wiem, że przez co najmniej rok dziecko zazwyczaj mieszka z rodzicami w sypialni. Nie ważne. Musi mieć swoje miejsce w domu, przygotowane specjalnie dla niego. Blanka miała swój pokój, Maluszek też będzie miał. Musi być jasno, neutralnie, przytulnie.

Obawy i niepokój odeszły na bok. Mateusz wybierał nowy samochód, stwierdził, że nasz zdecydowanie jest za mały. Miał swój cel, ja też byłam w trybie zadaniowym. Przygotowanie Blanki na pojawienie się siostry lub brata, przeglądanie ciuszków, zapewnianie Mateusza, że nie będę burzyła ścian i przerabiała całego mieszkania, uspokajanie dziadków i ich pełnej gotowości do przeprowadzki. W głowie miałam wszystko poukładane. Nie przewidziałam tylko jednego.
– Gratuluję, będą mieli Państwo bliźniaki – pan doktor oznajmił z uśmiechem na twarzy.
– O matko Mateusz, musimy kupić dom!
Znowu to zrobiłam. Pierwsza myśl – dom.

– Chyba autobus – wyszeptał Mateusz.
Był blady. Nie wiem, czy bardziej wystraszyła go informacja o bliźniakach, czy wizja kupna i remontu nowego domu. Wiedział, że nie żartuję, że nie jest to moja chwilowa zachcianka i szok „pobliźniaczy”. To się dzieje naprawdę. Zdawał sobie sprawę, że w sekundę po wyjściu od lekarza przedstawię mu oferty domów na sprzedaż.
Nie pomylił się w swoich przypuszczeniach.
– Słuchaj, tu nie ma na co czekać. Pamiętasz, jak ci pokazywałam dom w Kamionkach?
– Nie pamiętam.
– Nie ważne. Muszę jeszcze raz zrobić konfigurację i zamienić biuro na dodatkowy pokój dziecięcy. W sumie, może lepiej wziąć ten większy, chyba Orion. Wtedy mamy i pokój i biuro. Skoczysz z Blanką na plac zabaw, a ja sprawdzę, czy jeszcze jest jakiś wolny na tym gwiezdnym osiedlu.
– Mówisz o Koncepcie?
– Tak, jednak pamiętasz.
– Ostatnio przeglądałem w pracy ich folder. Piotrek z IT chyba kupił jeden z tych domów.
– Musimy się pospieszyć, ostatnio większość domów była zarezerwowana.
– Tylko wiesz, że nie wprowadzisz się tam za miesiąc? Budowa dopiero się zacznie i to dosyć długi proces.
– Wiem, wiem. Poczekam.
– Co powiedziałaś? Poczekasz? Ty, poczekasz? Świat oszalał.

Byłam tak podekscytowana, że nie do końca słuchałam, co do mnie mówi. Musiałam czymś zająć myśli. Dom był tym, co pozwoliło mi odpłynąć.
Bliźniaki?! Jak, gdzie, kiedy? Teraz dopiero się zacznie.
Plan jest taki: kupujemy dom, sprzedajemy nasze mieszkanie, przejściowo wynajmujemy większe dla naszej… Piątki!