Osiedlove sekrety #12: Dobrze mieć przyjaciół

Kiedy wychodziłam z pracy, było już ciemno. Po całym dniu w biurze brakowało mi powietrza, miałam ochotę odetchnąć pełną piersią. Problem polegał na tym, że byłam w centrum miasta i mogłoby to grozić zadławieniem gęstym powietrzem. Stałam przed firmą i nie wiedziałam, co dalej robić. Nie chciało mi się wracać do pustego mieszkania, na zakupy nie miałam ochoty, w zasadzie gadać też mi się nie chciało, więc nie było sensu do nikogo dzwonić.

Najchętniej usiadłabym teraz na trawie, pogrzebała gołymi stopami w ziemi i pogapiła się w niebo. Może bym i usiadła, tylko w lutym mogłoby to grozić zapaleniem pęcherza, katarem i odmrożonymi palcami.

Chyba jednak coś zjem. Wyjęłam telefon, zadzwoniłam do Marcina i Tomka i zaproponowałam wspólną kolację. Chłopaki akurat byli w trakcie przygotowywania swojego popisowego burrito, bez zawahania się zaprosili mnie do siebie. Zamówiłam Ubera i chwilę później stałam pod ich domem.

Na Osiedle Koncept wprowadzili się kilka miesięcy temu. Gdybym kiedyś wzięła udział programie TVN „Kto tu mieszka?”, zgarnęłabym główną nagrodę. Już na zewnątrz widać i czuć, że to dom Marcina i Tomka. Każdy element wystroju oddaje ich charakter, artystyczne dusze, zainteresowania i sentyment do pamiątek z podróży. Duże rozświetlone okna, widoczne modne lampy, zielone rośliny w każdym pomieszczeniu i dwa koty obserwujące, co się dzieje na zewnątrz. Kometa już wyczuła, że ktoś stoi pod drzwiami. Czuję, że zaraz mój jasny płaszcz będzie cały w psiej ślinie.

Drzwi się otworzyły, pies wystrzelił, ale na moje szczęście pobiegła przed siebie i nawet mnie nie zauważyła.

Cześć, a ty co tak stoisz? Dlaczego nie wchodzisz do środka? – zapytał Marcin, cmokając mnie w policzek.

Podziwiam i wdycham – odpowiedziałam, wchodząc do środka.

– Co podziwiasz i co wdychasz? – krzyknął z kuchni Tomek.

Pstro, czego podsłuchujesz? Patrzyłam na Wasz dom i łapałam świeże powietrze. Wyjątkowo mi go dzisiaj brakuje.

– To się nie rozbieraj, tylko idź na taras – dodał Tomek, witając się ze mną.

Chętnie skorzystałam z propozycji. Wyszłam na taras i zaniemówiłam.

Chłopcy przerobili go na zimowy ogród. Dosłownie. Nowoczesne przeszklenia stworzyły naturalne przedłużenie salonu, który teraz stał się zieloną oazą. Wygodne siedziska, huśtawka na grubych linach z miękką poduchą i kilka ogrzewaczy, które nie tylko dawały ciepło, ale też subtelne światło. Coś pięknego. Dokładnie tego mi potrzeba.

Niewiarygodne. To jest raj w środku zimy. Możecie mnie adoptować? Będę tu siedzieć, jak wasze koty w oknie i nawet mnie nie zauważycie. Tylko do wiosny, proszę, proszę.

Przecież wiesz, że możesz zostać tak długo, jak będziesz chciała. Pod warunkiem, że nie gubisz sierści, nie rozsypujesz żwirku i nie wskakujesz na stół. Przez kolejnego sierściucha zbankrutujemy na rolki odkłaczające – odpowiedział Marcin.

Spoko, będę panować nad swoimi włosami. Teraz serio. Chyba wam tu dobrze co?

– Coś ty, beznadziejnie. Mamy dużo miejsca do pracy i do relaksu. W kuchni nie wchodzimy sobie w drogę, wyspa pomieściłaby jeszcze kilku gotujących. Wieczorami przesiadujemy na tarasie niezależnie od pogody i czytamy książki, zamiast gapić się w telefony. Pralnia załatwiła nam problem wiecznego bałaganu, rozłożonej suszarki na środku pokoju i gaciami na sznurku. Kometa codziennie biega po lesie. Mówię ci, beznadzieja. W życiu drugi raz bym się na to nie zdecydował.

– Ale wam zazdroszczę. Obawiałam się, że w trakcie remontu się pozabijacie. Przyznaj się, pędzle i wiadra latały po całej chacie?

– No nie było lekko. Niepotrzebnie uparliśmy się, że wszystko zrobić samemu. Mogliśmy przeprowadzić się do ciebie i oddać wykończenie w ręce osób, które się na tym znają. No ale przynajmniej zaoszczędziliśmy trochę kasy, mamy wszystko tak, jak chcieliśmy i ostatecznie nasz związek przetrwał tę próbę. Ale łatwo nie było.

Rozmowę przerwał Tomek, wnosząc talerze z burrito. W tym domu nawet salsy w miseczkach są idealne. Nie trzeba próbować, żeby stwierdzić, że smakują niesamowicie.

Jedliśmy w milczeniu, delektując się smakiem, aromatem, rozgwieżdżonym niebem, słuchając wieczornych odgłosów. Jak się czułam? Błogo. Było mi dobrze i tak spokojnie.

Chcecie mi powiedzieć, że macie tak codziennie? – zapytałam.

– Nie no codziennie to nie. Ile można jeść burrito. Kolacje mamy różnorodne. Jak nam się nie chce gotować, to zdarzają się kanapki z serem i ketchupem albo zamawiamy pizzę – odpowiedział Tomek, krztusząc się gorącą herbatą.

– Dobrze ci tak, mogłeś powiedzieć, że jesteście zapracowani i brakuje wam czasu na takie przyjemności.

– Słuchaj, właśnie o to chodzi, że odkąd tu mieszkamy, przestaliśmy żyć tylko pracą. Wiadomo, kiedy trzeba siedzimy po nocach przy komputerze, ale to teraz sporadyczne sytuacje. Wolimy iść na spacer, pojeździć na rowerach albo zwyczajnie nic nie robić i tak gnić na tarasie.

Zadzwonił dzwonek. Żaden z nich nie zareagował, a za chwilę na taras weszła starsza pani z talerzem pełnym ciasta drożdżowego z ogromną kruszonką. Czy ten wieczór może być jeszcze lepszy?!

I jak pani Halinko, smakowało burrito? – poderwał się Tomek.

– Pyszne Tomeczku, a ten żółty dżem to z czego?

– Przecież to salsa. Sos taki z mango, ostrej papryczki, cebuli, limonki, itd. Oj Halina, Halina. Co ty kanapkę sobie nim smarowałaś?

– Co ty myślisz, że ja nie wiem, co to salsa? … Teraz już wiem.

Okazało się, że dwa domy dalej mieszka małżeństwo z mamą-Panią Halinką. Niestety w związku z częstymi wyjazdami służbowymi młodych, Pani Halina zostaje sama. Zaprzyjaźniła się z chłopakami, odwiedzają się, popisują kulinarnie, wymieniają przepisami i częstują. Jak pani Halina idzie na spacer, wstępuje po Kometę, żeby jej było raźniej. Obie są zachwycone swoim towarzystwem. Pani Halina wie wszystko o ogrodzie, roślinach, trawnikach, mszycach i innych szkodnikach. Ci szczęściarze korzystają z jej wiedzy, dlatego mają tak piękne kwiaty.

Sąsiadka posiedziała z nami chwilę, opowiedziała, jak kiedyś z koleżankami poszły na meksykańską imprezę przebieraną. Niestety zabawa była krótka, bo pokonała je tequila.

 – Dobra na mnie już czas. Jeśli spędzę tu jeszcze chwilę, to pęknę z zazdrości. Jak tylko skończę ten nowy projekt, sprawdzę, czy w okolicy nie ma jeszcze jednej takiej Libry. Urządzicie mi ją prawda? Kiedy te kanapki z ketchupem, chętnie wpadnę!

– Czy ty przypadkiem nie wspominałaś, że pod żadnym pozorem nie przeprowadzisz się do Kamionek, gdzie tramwaje nie jeżdżą, do kosmetyczki jest za daleko i na wino na piechotę nie ma gdzie iść? Lepiej to odszczekaj i wejdź na stronę Konceptu, zaraz kolejne domy będą w sprzedaży. Spotkałem Pana Bartka, mówił, że za chwilę ruszają – Marcin niby żartował, ale chyba jednak mówił poważnie.

Pożegnałam się, a jak tylko wsiadłam do Ubera i odpaliłam stronę Osiedla Koncept. Nie zaszkodzi sprawdzić, co tam w kamionkowej trawie piszczy.

*Pierwsza część historii Tomka i Pawła – Osiedlove sekrety #2: Sushi, pizza, może nowy dom?