Osiedlove #11: Nigdy nie jest za późno

Rodzice mnie zabiją. Mam 42 lata, a boję się ich powrotu do domu. Wyjechali na wakacje, miałam karmić kota, podlewać kwiaty, zamieść igły spod choinki. Jak na dorosłą córkę przystało, miałam się zająć się ich pięknym, nowiutkim domem.

Odkąd zamieszali na tym osiedlu, wstąpiło w nich coś niesamowitego. Nagle znowu zaczęli się uśmiechać, spotykać ze znajomymi, wyjeżdżać na weekendy, a teraz wybrali się na trzy tygodnie na Bali.
Kiedy zakomunikowali, że postanowili się przeprowadzić, nie byłam zachwycona. Chcieli zamienić swoje 60-metrowe mieszkanie na ponad 150-metrowy dom. Normalnie w ich wieku, ludzie zamieniają większe na mniejsze, a nie odwrotnie. Upewniałam się, czy na pewno to przemyśleli, kto będzie sprzątał te komnaty, kto zajmie się ogrodem, odśnieżaniem? Utrzymanie takiego domu to jednak sporo pracy. Plus był taki, że zdecydowali się zostać w Kamionkach, a nie wyprowadzić na drugi koniec Polski.

Zawsze marzyli o domu, ale nie rozumiałam ich decyzji. Z drugiej strony nie było sensu dyskutować, bo byli tak nakręceni i szczęśliwi, że odpuściłam.
Okazało się, że koleżanka mamy podrzuciła im folder dewelopera, od którego jej syn kupił dom. Sama też zastanawiała się nad przeprowadzką. Pani Zosia rzuciła na szybko, że jeśli moi rodzice się zdecydują, to oni z mężem też kupią tam dom. Nagle tacie się przypomniało, że kolega, z którym kiedyś pracował, w trakcie przypadkowego spotkania wspominał, że rozgląda się za domem, bo ma dosyć mieszkania w bloku. Zadzwonił do niego i na szybko opowiedział o genialnym, w ich mniemaniu, pomyśle.

Zamieszkajmy wszyscy na wypasionym osiedlu, będzie ekstra. No ludzie! Przecież takie rzeczy to tylko w filmach się dzieją. Seniorzy nagle postanawiają podbijać świat, realizować ekstremalne marzenia i wydawać wszystkie oszczędności na imprezy.
Tylko wiecie, co jest najlepsze? Cała szóstka (moi rodzice, pani Zosia z mężem, kolega taty – Marek z żoną) podpisali umowy. Kupili trzy domy.

Mało tego. Postanowili to uczcić i wyjechali na weekend nad morze do Władysławowa. Wybrali jeden z najlepszych hoteli. Dlaczego? Bo im pasował do domu.
– Jak hotel może pasować do domu? – pytałam.
– Jak ty nic nie rozumiesz. Kupiliśmy dom na gwiezdnym Osiedlu Koncept. To dom pod szczęśliwą gwiazdą – Andromeda – tłumaczył mi tata. Chcemy świętować w miejscu, które jest równie piękne. Znaleźliśmy najwyżej klasy hotel. Zgadnij, jak się nazywa?
– Czy wy zwariowaliście? Szukacie hotelu po nazwach?
– Trzeba mieć fantazję córcia. Jedziemy do Gwiazdy Morza!
– A jedźcie, gdzie chcecie. Możecie mi tam kupić dom albo wykupić wakacje. Skoro już napadliście na bank i zostaliście milionerami, nie ma sensu się ograniczać.

Jedyne czego mi brakowało, żeby tata powiedział: „jaram się na maxa, będzie czadowo”.
W każdym razie pojechali wszyscy, bawili się przednio. Gwiazda Morza stała się ich drugim domem. Proponowali mi kilka razy, żebym się z nimi wybrała, ale się bałam. Mama wysyłała mi zdjęcie kolorowych drinków, pozowała w jacuzzi, w szlafroku w spa, tata z „chłopakami” z restauracji.
Cieszyłam się, że dobrze się bawią. Powoli się oswajałam, że rodzice prowadzą barwniejsze życie towarzyskie od mojego.

Wracając do nowego domu…
To były pierwsze święta w nowym miejscu. Dziwne uczucie. Od zawsze ten czas wyglądał u nas tak samo. Nie umawialiśmy się, bo z góry było wiadomo, że spotykamy się u rodziców o 18:00 i zostajemy z bratem przez całe święta. Oboje jesteśmy zapracowanymi, bezdzietnymi singlami, których związki się kończą, zanim minie pół roku.
W każdym razie święta to czas bez pracy, bez służbowych telefonów i maili. Jemy, gadamy, gramy w planszówki, oglądamy filmy i wylegujemy się na kanapie. Tak było i tym razem.
Z jedną różnicą.
Rodzice w drugi dzień świąt wyjeżdżają z „kumplami” na wakacje. My musimy zająć się domem.

Pięknie. Zawsze marzyłam, żeby zostać trzy tygodnie z bratem pod jednym dachem. Pozabijamy się, jak za starych dobrych czasów, jak tylko będzie trzeba podjąć decyzję, co oglądamy w tv. Ale sama w tym dużym domu nie zostanę.
Swoją drogą, rodzice pięknie go urządzili. Jest nowoczesny, wszystko nowe, pachnące. Ze starego mieszkania mama przeniosła nasze rodzinne pamiątki i mnóstwo zdjęć. Subtelnie wyeksponowane bibeloty nadają pomieszczeniom wyjątkowy charakter. Lubię tu być.
Przed wyjazdem rodzice zadbali, żebyśmy mieli pełną lodówkę, spiżarnię i barek. Pożegnaliśmy się, jak tylko przyjechała taxówka.

– I co robimy? – zapytał Paweł
– Co masz na myśli?
– Mamy wolną chatę. Pamiętasz, co się działo, jak rodzice wychodzili?

To były czasy. Jedyne, w czym się z Pawłem, w nastoletnim okresie, zgadzaliśmy, to było szybkie organizowanie imprez, jak tylko rodzice zamykali drzwi i zostawiali nas samych. Byliśmy mistrzami organizowania błyskawicznych spotkań towarzyskich. Wtedy nie było komórek i internetu, a dawaliśmy radę zebrać ekipę w kilka minut.

– Ty faktycznie. Na pewno większość naszej starej ekipy przyjechała do rodziców na święta. Masz jeszcze tę grupę na fejsie?
– Ale się podekscytowałaś. Ja żartowałem.
– Pisz do nich, nie świruj. Idę sprawdzić, co mamy w barku. W razie czego podjadę do Żabki.

Ku mojemu zaskoczeniu artyleria alkoholi była zaskakująca. Tata chyba przewidział, że będziemy potrzebowali dużo procentów, żeby przetrwać razem trzy tygodnie.

– Anka!!!
– Paweł!!! Po co wrzeszczysz, głucha nie jestem. Alkohol jest.
– Dużo?! Bo już 12 osób się zgłosiło. Będą po 20:00, jak dzieci pójdą spać. Reszta jeszcze nie odczytała. Napisałem, że to impreza w starym gronie, więc mężowie i żonie niemile widziani.
– Ale ty durny jesteś. Przecież się obrażą.
– Sama jesteś durna. Napisali, że wiadoma sprawa. Ktoś musi jutro ogarniać dzieciaki.
– To ja nie wiem, czy starczy tych taty zapasów. Jadę na zakupy. Coś chcesz?
– Weź coś na jutro. Colę, jakieś energetyki, coś przeciwbólowego, bo może być ciężko.
– Zrobię dla każdego taki zestaw pożegnalny, żeby przeżyli następny dzień. Jadę, mam nadzieję, że jest jeszcze otwarta.

Jak wjeżdżałam do garażu, od razu się zorientowałam, że Paweł przygotowuje playlistę. Dudniło jak w nocnym klubie.

– Ciekawe czy Ewka przyjdzie. Podobno jest po rozwodzie i wróciła do Poznania.
– Tobie jeszcze nie przeszło? Ile razy można odgrzewać te same kotlety?

Ewka to pierwsza miłość Pawła. Dwa mocne charaktery, mieszanka wybuchowa. Schodzili się i rozchodzili. Po studiach każde z nich poszło w swoją stronę. Ewka wyszła za mąż, a mój przystojny brat nigdy nie zakotwiczył w żadnym związku na długo.

– A ty niby co, nie jesteś ciekawa czy Arek przyjdzie?
– Arka nie ma, wyjechał jakiś czas temu do Dubaju. Pisał kiedyś, że dostał tam kontrakt i zostaje.
– Nie wiedziałem, że macie kontakt.
– Sporadyczny, czasami wymienimy kilka wiadomości. Nie ma o czym opowiadać.
– To może jutro będziesz miała jakąś ciekawą historię. Arek pierwszy potwierdził obecność, jest u rodziców.
– Jak to?! Dopiero teraz mi mówisz? Która jest godzina? Nie mam się w co ubrać! Paweł, ty świnio!
– Sporadyczny kontakt, nie ma o czym mówić… Dobre, dobre. Dobrze, że są święta i sklepy zamknięte, bo być na zakupy i do fryzjera poleciała.
– Mama ostatnio pokazywała mi sukienkę, którą sobie kupiła. Boska była. Mam nadzieję, że jej nie zabrała. Ja pierniczę, nie wiem, gdzie co jest w tym domu.

Przegrzebałam całą garderobę mamy. Znalazłam kilka nowych sukienek, t-shirty, koszulę
i super jeansy. Za każdym razem, jak wyjeżdżali do Gwiazdy Morza, kupowała coś nowego. Jestem uratowana. Zostawiła też swoje perfumy. Nawet nie wiedziałam, że są jeszcze dostępne. Podkradałam je zawsze przed randkami i imprezami.

– Paweł!!! Paweł!!!! Idę się kąpać. Ścisz trochę, bo sąsiedzi wezwą policję.
– Chcesz drinka?
– W sumie, czemu nie. Łazienka wygląda jak strefa wellness w drogim hotelu. Drink idealnie się komponuje.

Już przed 20:00 znajomi zaczęli się schodzić. Byłam trochę zazdrosna. Wszyscy byli zachwyceni domem, a dopiero w drugiej kolejności zwracali uwagę na mnie. Nieskromnie twierdzę, że dobrze wyglądałam w mamy jeansach i białym t-shircie PLNY LALA z różowym napisem: „Be my hero”. Nie wiem, co ją skłoniło do jego zakupu, ale przejmuję go na stałe.

Impreza się rozkręcała. Dom przestał być tematem nr 1, a zaczęło się wspominanie. Kiedy po dwóch godzinach usłyszałam za plecami: „Już jestem”, wiedziałam, że dla mnie ten wieczór dopiero się zaczął.
– Cześć panie spóźnialski. Dobrze, że jesteś.
– Stałem pod domem i czekałem aż się stęsknisz.
– Ja umieram z tęsknoty od co najmniej 12 lat. Weź się napij, bo teksty na podryw masz słabe. Chyba zapomniałeś, jak to się robi.
– Odezwała się mistrzyni flirtowania.
– Nie muszę nic mówić. Pożyczyłam koszulkę od mamy i wszystko powinno być dla ciebie jasne.

Co to był za wieczór. Nie pamiętam, kiedy tak dobrze się bawiłam. Tańce, śpiewy, dwie wizyty sąsiadów z prośbą o ciszę. Naliczyłam 16 osób.

Pawła praktycznie nie widziałam. Byli z Ewką w swoim świecie. Coś czuję, że ten kotlet odgrzeją ponownie. Może tym razem na stałe.
Nie będę się naśmiewać, bo ja też czułam motyle w brzuchu, jak tylko Arek się zbliżał. W sumie to praktycznie się nie oddalał, więc roje motyli mnie zaatakowały.
Było tak dobrze, że wszystkich, którzy nie mieli planów na Sylwestra, zaprosiliśmy do nas, a tak dokładnie do rodziców.

Poranek zgodnie z przewidywaniami Pawła był bolesny. Trzeba było się zmobilizować i posprzątać pobojowisko. Na szczęście odbyło się bez większych strat. Przez chwilę poczuliśmy chwilę grozy, nie mogliśmy zlokalizować kota. Ewka znalazła go w garderobie. Chyba z wrażenia zamknęłam biedaka w szafie.
Nie pamiętam, kiedy Paweł tak się uśmiechał. Był szczęśliwy, a Ewka raczej zostanie z nami przez najbliższe dni.
Chwilę później wpadł Arek z obiadem. Jego mama stwierdziła, że dzieciaki same w domu bez rodziców zostały, to na pewno są głodni. Kotlety mielone, ziemniaki z koperkiem i pyszne buraczki zasmażane. Moglibyśmy nakarmić całe osiedle, tyle tego było. Pycha. Nikt nie robi takich mielonych, jak ona.

Kolejne dni minęły błyskawicznie. Ewka z Arkiem praktycznie z nami zamieszkali. Okazało się, że wszyscy możemy pracować zdalnie, Arka kontrakt już się skończył i zostaje w Polsce. Czuliśmy się trochę jak na kolonii. Nie wiem, kto bawił się lepiej – rodzice na Bali, czy my w ich domu w Kamionkach.

Jutro wracają. Mam mieszane uczucia. Boję się. Po pierwsze musimy się przyznać, że w ich domu odbyły się dwie huczne imprezy i na pewno sąsiedzi będą się skarżyć. Po drugie mieszkaliśmy w nim w czwórkę. Po trzecie ukradłam t-shirt i jeansy, nie mam zamiaru ich oddać. Po czwarte wyczyściliśmy barek. Po piąte wzięłam jakieś 10 psików perfum. Po szóste (najgorsze) muszę przyznać, że uwielbiam ten dom i zarezerwowałam weekend w hotelu Gwiazda Morza. Wyjeżdżamy pojutrze z Arkiem, Ewką i Pawłem.

Mama z tatą nie byli zaskoczeni imprezami. Powiedzieli, że zdziwiliby się, gdybyśmy ich nie zrobili.
– Może chcecie jeszcze trochę u nas pomieszkać? – zażartował tata.
– Możemy? Ja chętnie, a ty Paweł?
– W sumie mogę, dobrze mi tu.
– To zostajemy!

Mówiliśmy poważnie. Miny rodziców były bezcenne. Nie takiej odpowiedzi się spodziewali.